Bardzo mnie nurtuje, dlaczego ceny nieruchomości w dużych miastach wydają się nie mieć dna. Czy to tylko efekt popytu, czy w grę wchodzi coś głębszego, np. polityka kredytowa czy globalne zmiany rynkowe? Czy naprawdę jesteśmy w bańce spekulacyjnej, czy to jest naturalny wzrost kosztów życia, który wymusza takie ceny? Chciałbym usłyszeć bardziej merytoryczne opinie, może ktoś zna dobre źródła analiz makroekonomicznych na ten temat. Jakie są realne perspektywy dla kupujących w ciągu najbliższych lat?